piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 1

   - Dżizas! Uważaj jak leziesz!
Konrad spojrzał na chłopaka. Szkoda zaczynać. Czy to jego wina, że się zderzyli? W tym tłoku o to nie trudno. Nic nie powiedział. Minął chłopaka i poszedł dalej, szukać sali gimnastycznej.
   Dotarł do drzwi, przez które przelewał się tłum uczniów. Poprawił okulary na nosie. Spojrzał na tabliczkę. Sala gimnastyczna. Wszedł. Stanął w tłumie.
    - Cisza już! Proszę o ciszę!
Uczniowie skierowali wzrok na mężczyznę stojącego przy mikrofonie. Chudy, wysoki, siwy. Stary, według kryteriów nastolatków. Ktoś krzyknął:
- Ej, Gandalf! Gdzie masz hobbitów?!
   Salwa śmiechu. Widać mężczyzna do tego przywykł, bo się tym nie przejął. W każdym razie tego nie okazał.
- Witam was, drodzy hobbici. He, he, tak tylko żartuję. Ponoć nauczyciele z poczuciem humoru są bardziej szanowani przez dzisiejszą młodzież.  Dobrze, przejdźmy do rzeczy! Nazywam się profesor Gandalf, jestem dyrektorem tej szkoły.
   Uczniowie spojrzeli na niego. Znowu żartował? Chyba nie. Profesor Gandalf był bardzo poważny.
   Konrad obejrzał się po sali. Jego wzrok padł na pewną dziewczynę w blond lokach. Wydała mu się jakaś niezwykła, jakby otaczała ją aura tajemniczości. A może to tylko przez to, że wydała mu się bardzo ładna? Chłopak wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, nie zważając czy nieznajoma go zauważy. Nagle dziewczyna odwróciła się i spojrzała Konradowi prosto w oczy. Chłopak speszony odwrócił wzrok i mocno się zarumienił.

   Klara, bo tak miała na imię owa nieznajoma, uśmiechnęła się pod nosem i znowu zaczęła słuchać słów dyrektora:

- Nasza szkoła powstała w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Legenda głosi, że zbudowali ją hobbici z Shire na usługach Sarumana, hehe. To był oczywiście żart. Nasz wspaniały gmach wykonali z wielkim zapałem i nadziejami na prestiżową szkołę, mieszkańcy okolicznej Środy. Środzianie marzyli o placówce dla uczniów o wybitnych zdolnościach. Na początku… bla… bla… pawilon… bla… później… bla… internat… bla… bla… bla… W końcu dziś możemy cieszyć się tak niezwykłą i… bla… o której istnieniu wiedzą tylko wybrani. A teraz możecie rozejść się w celu odnalezienia swoich pokoi. Pamiętajcie, że widzimy się za godzinę na obiedzie! – tymi słowami dyrektor Gandalf zakończył oficjalną część rozpoczęcia roku szkolnego.

   Klara ruszyła w stronę wyjścia, niestety od razu wpadła na pewnego chłopaka.

- Uważaj jak leziesz, fa… - przerwał widząc na kogo wpadł – …aaaajne włosy – udało mu się wybrnąć.

- Dzięki – odparła rozśmieszona dziewczyna.

- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Jestem Kamil, a ty? Która klasa? – zapytał.

- Jestem Klara, dopiero zaczynam, a ty?

- Ja też – dalszą rozmowę przerwał im wychodzący z sali tłum. Kamil ze smutkiem rozstał się z dziewczyną. Wydała mu się sympatyczna. Chłopak ruszył w kierunku hollu, gdzie pierwszaki zostawiły bagaże. Chwycił swoją walizkę oraz plecak i ruszył w kierunku budynku z pokojami dla uczniów. Miał mieszkać w sypialni numer 13 z trzema zupełnie obcymi chłopakami. Taka perspektywa wydała mu się bardzo pocieszająca. Doszedł do drzwi i zobaczył stojącego przed nimi chłopaka w okularach.
- To twój pokój? - zapytał.
- Tak, tyle że zapomniałem klucza, też tu będziesz mieszkać?
- Czyli pierwszy współlokator ciut nieogarnięty? - zapytał rozbawiony Konrad. Dalszą rozmowę przerwał im chłopak, którego już poznali.
- O, to te kołki, które na mnie wpadły - powiedział z tajemniczym uśmieszkiem i zbliżył się do nich.
- Stary, chodź do pokoju. Później poznasz pierwszaków - to był najwyraźniej kolega tego pierwszego.
- Później się z wami rozprawie - odrzekł i odwrócił się na pięcie jednocześnie wpadając na jakąś dziewczynę. - Kolejna, którą trzeba nauczyć chodzić - wykrzyczał zdenerwowany i poszedł za swoim kolegą.
  To ona - pomyślał Konrad. Klara stała zdezorientowana na środku korytarza i wpatrywała się w chłopców.
- Czyli wszyscy mu podpadliśmy - zaczął Kamil - A tak w ogóle to jestem Kamil - wyciągnął rękę do Konrada - a my się już poznaliśmy? - skierował pytanie do dziewczyny.
- Tak, ale nie znam ciebie - powiedziała do Konrad.a - Bynajmniej nie znam twojego imienia - dodała z przekąsem. - Mam na imię Klara.
- Jjja jesteem Konrad - wybełkotał.
- Miło mi was poznać, chłopaki. Mieszkacie tu? - przytaknęli - może do was wpadnę, a teraz wyruszam na poszukiwanie mojego pokoju. Na razie - dziewczyna ruszyła korytarzem i wspięła się po schodach. 

   Chłopcy weszli do pokoju.  Od razu zajęli dwa z czterech łóżek stojących pod jedną ścianą. Zaczęli rozpakowywać swoje rzeczy. Drzwi pokoju zaskrzypiały, gdy ktoś je pchnął. Do pokoju wszedł chudy, wysoki szatyn.
- Cześć! Jestem Kamil, a to jest Konrad!
   Chłopak spojrzał na nich. Szybko ocenił sytuację i podszedł do łóżka, stojącego po przeciwnej stronie pokoju.
- Jak chcesz - żachnął się Kamil. - Łaski bez.

*  *  *
   Klara spojrzała na tabliczkę. Tak, zgadza się. To tutaj spędzi najbliższy rok szkolny. Weszła do pokoju. Na trzech z czterech łóżek siedziały już dziewczyny. Ale moment... Czyżby miała zwidy? Wszystkie miały piegi i rude loki. Ubrania podobne - białe bluzki i dżinsowe spódniczki. Po prostu - były identyczne!
- Cześć! - krzyknęła ta, która siedziała najbliżej Klary. - Jesteś naszą nową współlokatorką?
- Wygląda na to, że tak - odpowiedziała niepewnie Klara.
- Ha, ha, kolejna, którą zamurowało, dziewczyny! - ten głos był inny, niż poprzedni. Mówiła druga dziewczyna.
- Trojaczki? - spytała Klara.
- My wolimy określenie: trzy bliźniaczki - powiedziała trzecia dziewczyna.
- Ale... ale bliźniaczki są przecież dwie, nie?...
- Teoretycznie! - Przytaknęła pierwsza z dziewczyn.
- Aha... Cóż, jestem Klara.
   Jedna z rudych dziewczyn wstała i przedstawiła je, pokazując ręką:
- Ja jestem Ola, to jest Ania, a to Kaśka.
- Ej! Nie jestem Ania! Jestem Kaśka!
- Serio...?
- Nie! Tak tylko sprawdzam cię. Ale poważnie, nie jestem Ania. Znaczy, jestem Anna, ale wolę, jak się mówi do mnie - Anka.
   Klara usiadła na łóżku. Zapowiada się ciekawy rok.

*  *  *
   W szkolnej stołówce roiło się od uczniów. Konrad skierował się z talerzem w stronę pustego stolika. Usiadł. Po chwili na stoliku zauważył cień. Spojrzał w górę.
- Cześć - powiedział Kamil. Konrad mruknął coś w odpowiedzi. Po chwili przyłączyła się do nich Klara. Spojrzała w talerz.
- Kisiel? - wyraziła swoje zdziwienie.
- Masz coś do kisielu? - zapytał podejrzliwie Kamil.
- Nie! - szybko zaprzeczyła. - Lubię kisiel. Zwłaszcza ten truskawkowy.
- Dyskryminujesz inne kolory? Hę?
- Daj już spokój - zaśmiała się dziewczyna. - Ważne, że lubię kisiel.
- Kisiel jest fajny.
- Taaaa - przytaknął Konrad znad talerza.
- Ha, ha, kiślowa trójca.
   Klara spojrzała na Kamila.
- Zakon Kisielu.
- Eee, "Kiślu" brzmi lepiej.
- Ale "Kisielu"  jest poprawnie - wtrącił się Konrad.
- A tam! Walić poprawność!
- Nie chcę cię martwić, ale jesteś przegłosowany - stwierdziła Klara.
- A więc postanowione: Zakon Kisielu! Kiślowa trójca "K".
   Kamil wyciągnął przed siebie rękę. Klara i Konrad położyli na niej swoje dłonie. Zakon Kisielu.


~~
Da da da dam! Albo i nie dam! xD
I o to pierwszy rozdział przygód Kiślu... To znaczy Zakonu Kisielu! Dżizas, "Kiślu" jednak brzmi lepiej - moim zdaniem. Zdaniem mojej 'wspólniczki' - Klaudii - "Kisielu" jednak brzmi lepiej. Ale ja podzielam zdanie Kamila. Walić poprawność! Tyle że ja - Klaudia - nie patrzę na poprawność, po prostu KISIELU brzmi lepiej ;3 Dobra tam! Było przegłosowane - zostaje "Kisielu". Grunt, że Kisiel.

PS Tak na marginesie. Ten kolor - to Pati. A ten - To Klaudia.

 /źródło zdjęcia: slodkieniebo.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz