sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 3

   Przerwa. Przyjaciele stali przed gablotką w głównym korytarzu i przyglądali się kartkom z informacjami. Chcieli,  jak stwierdził Kamil, "być na bieżąco".
- Nie zgadniecie! - odezwał się Konrad. Wzrok reszty zatrzymał się na żółtej kartce po środku gabloty - ta cała "Pychotka" to nasz sponsor!
- To ja się chyba wypisuję - powiedziała zażenowana Klara - budyń sponsorem? Serio?
- Serio, uczennico Słowacka - przyjaciele na dźwięk znajomego głosu odwrócili się. Klara spłonęła rumieńcem.
- Dy... dyrektor - wybełkotał Konrad.
- Tak, uczniu Bromie. Dyrektor Gandalf we własnej osobie. Macie może coś do budyniu? - zapytał.
- Nie, nie, my tylko tak sobie - próbował wymigać się Kamil, ale zamilkł pod czujnym wzrokiem profesora.
- Tak sobie nie lubicie budyniu, uczniu Kowalski - sprostował dyrektor - oczywiście nie każdy musi go lubić, ale nie musicie też krytykować naszego sponsora, prawda? - przyjaciele gorąco przytaknęli - a teraz idźcie do klasy, bo za chwilę będzie dzwonek.
   Rzeczywiście, po nanosekundzie zadzwonił dzwonek. Konrad, Kamil i Klara stropieni ruszyli do klasy, w której mieli teraz zajęcia.
- Nie sądzicie, że to było ciutek dziwne? - zaczęła dziewczyna - pojawił się jakby znikąd, znał doskonałe nasze nazwiska i wiedział, że za dosłownie sekundę zadzwoni dzwonek.
- W sumie to też mnie to zastanawia. W ogóle ten dyrektor jest taki tajemniczy - powiedział Kamil.
- A wiecie co ja myślę? - wtrącił Konrad - że musimy to zbadać. Ale teraz chodźcie, bo się spóźnimy.
[Sorrka, że się wtrącam. Ale uwielbiam nazwisko Kondzia. :3]

 *  *  *
    Stołówka. Obiad. Kamil wpatrywał się w Klarę.
 - Mona Lisa, a w oczach labirynt - szepnął z rozmarzeniem.
Konrad spojrzał na niego zdziwiony.
- Hę?
Klara zaśmiała się.
- Jak mnie jeszcze porównasz do kwiatu jabłoni, to chyba dam ci z liścia.
 - Nie o to mi chodzi! Wiesz, jak w dzisiejszych czasach trudno o idealną modelkę?
- Nie.
- No właśnie! A gdyby da Vinci żył w dzisiejszych czasach, z chęcią namalowałby ciebie, zamiast Mona Lisy.
- Co masz na myśli?
- Pff. Jakie te baby są niedomyślne.
- Za to na pewno bardziej kulturalne. 
   Klara wstała od stołu.
 - Obraziła się - Konrad z wyrzutem spojrzał na Kamila.
 - Z dziewczynami już tak jest - mruknął. - Podoba ci się?
   Konrad zamrugał gwałtownie.
- Co?
- Nie co, a kto! Klara, idioto, Klara!
- Co: Klara?
- Idiots, idiots ewriłer.
    Klara w tym czasie odnosiła tacę. W pewnym momencie potknęła się i wylała trochę picia.
- Przepraszam, bardzo przepraszam, to było niechcący! - Słowa te były skierowane do chłopaka, którego spodnie nieznacznie ucierpiały z powodu plamy.
   Chłopak już miał ofuknąć gafę, gdy zauważył, z kim ma do czynienia. Zamiast tego uśmiechnął się szarmancko i puścił oczko do swoich kolegów.
- Ależ nic nie szkodzi! Się spierze. - Zabrał Klarze tackę. - My się chyba jeszcze nie znamy, prawda? Pierwszoklasistka, co? Ja chodzę do drugiej. Maciek jestem.
- Klara - uśmiechnęła się dziewczyna.
- Może się dosiądziesz do nas, co?
- Właściwie to... - zerknęła w stronę stolika, przy którym siedzieli Kamil i Konrad. Maciek to zauważył.
- Koledzy na pewno się nie obrażą - uśmiechnął się.
- Chyba masz rację - odparła niezdecydowana.
- No chodź! Co ci szkodzi!
- Dobra.
   Usiadła przy stoliku.
   Konrad, siedzący na drugim końcu sali, zauważył to. Szturchnął Kamila.
- Zdrajczyni! - zawyrokował ten.
   Konrad posmutniał. No, tak. Bo właściwie, to Klara może rozmawiać z innymi chłopakami. I oni mają prawo się jej podobać. A on? On, Konrad, to co? On, to on. [Tak, kochana Klaudio. To nawiązanie do naszej rozmowy o Kubie na imprezie liderów. Dla postronnych - nie o Kubie z opowiadania. O innym Kubie. O "naszym" Kubie. Tak, wiem jak to brzmi. xD] On nie ma u niej żadnych szans.

 *  *  * 
     Sypialnia numer 13. Chłopcy czekali na Klarę, która najwyraźniej nie miała zamiaru szybko się u nich pojawić. Zdążyli już odrobić lekcje, a dziewczyny nadal nie było.
-  Pewnie siedzi z tym chłopakiem - powiedział rozżalony Konrad.
-  Nie martw się, Kondziu. Jakoś to będzie - pocieszał go Kamil.
-  Ale co będzie? - zapytał w progu Bartek - wyszedłem na pięć minut, a wy już spiskujecie.
-  Tak sobie gadamy o życiowych sprawach, nie Konrad? - zażartował Kamil - Przy okazji, widziałeś może Klarę, bo czekamy na nią i czekamy.
- Widziałem ją z jakimś kolesiem z drugiej klasy, a co?
- Nic, nic - szybko zaprzeczył Kamil.
- Skoro nie chcecie mówić, to nie - zaśmiał się Bartek i zaczął odrabiać lekcje.
   Konrad posmutniał.
   
*  *  *
   - Nie ogarniam tego - jęknął Bartek.
Chłopaki zwrócili na niego uwagę.
- Czego? - zapytał Konrad.
- Tych kątów przyległych. Przeciwnych. Pełnych, półpełnych, wklęsłych, wypukłych. Tych wszystkich stopni. Tego alfa i beta. Ogólnie: matematyki! - skarżył się chłopak.
   Konrad podszedł do niego.
- Geometria jest łatwa.
- Może dla ciebie!
- W życiu nic nie jest łatwe - sentencjonalnie powiedział Kamil. Przyjaciele spojrzeli na niego zdziwieni.
   Chłopak leżał na łóżku i rzucał piłeczką tenisową w ścianę.
- A tobie co się stało? Zakochałeś się? - Bartek chyba miał jakieś podejrzenia, co do spraw sercowych kumpla.
Kamil z niechęcią spojrzał na niego.
- Nie.
- To co ci jest?
- Nic. Absolutnie nic.
- Mów. Albo sięgniemy po radykalne środki!
   Kamil ZNOWU spojrzał na Bartka z niechęcią.
- Grozisz mi?
- Nie. Chcę się tylko dowiedzieć, co cię gryzie.
- Chcesz znać odpowiedź?
- Tak!
- Nic.

~ ~
No! Jest new rozdział. :3

1 komentarz:

  1. Super ;) Zabieram się za czytanie 4, a wy za pisanie 5 ! =D

    OdpowiedzUsuń